W czasie maratonu Londyn
W czasie maratonu Londyn - Meksyk, już w Ameryce Pd. bodajże na terenie Peru, polskiej załodze wydarzył się wypadek. Nie odbyli treningu na całej trasie, nie mieli bowiem na to ani czasu, ani możliwości. Z konieczności musieli korzystać z opisu trasy wykonanego przez ekipę „Forda". Od startu do południowoamerykańskiego odcinka w Rio de Janeiro wszystko się doskonale zgadzało z opisem i dopiero w Peru nastąpiło nieszczęście. Według itinereru, po przejeździe kolejowym, leżącym zresztą na zupełnym odludziu, miało być 2,1 kilometra prostej drogi, biegnącej po pagórkowatym terenie. Rzeczywiście przejazd był, ale kiedy Zasada, z prędkością 160 km/godz. po kilometrze prostej drogi znalazł się na szczycie wzgórza, ta nagle znikła mu z oczu. Okazało się, że droga gwałtownie skręcała tu w lewo. Spóźnione hamowanie i wejście w zakręt z prędkością 140 km/godz., co najmniej dwukrotnie większą niż było to możliwe dla bezpiecznego pokonania tej przeszkody! Samochód wyrzuciło na prawą stronę, zaczął się odbijać od wielkich głazów by wreszcie wylądować na dachu. Trzeba było wracać do miasta etapowego. Naprawa uszkodzeń, zwłaszcza tylnego zawieszenia, trwała czternaście godzin. Ta drobna omyłka w zapisie, nie skorygowana przez Anglików, najprawdopodobniej kosztowała polską załogę jedno z pierwszych miejsc, bowiem późniejszy pościg pozwolił odrobić tylko połowę straconego czasu. Ukończyła jednak rajd, jako nieliczna spośród tych, które wystartowały z Londynu, zajmując 8 miejsce.
| |