To już szczyt sławy
To już szczyt sławy. Olimpijskie złoto, rekord świata, tytuły mistrza Europy, kraju... Czegóż więcej może żądać rycerz królowej wszystkich sportów? W 342 dni po tulskim rekordzie znalazł się taM, który sprzątnął KrzySzkowiakowi to trofeum. Grigorij Taran, „ukraiński meteor", który równie szybko zgasł jak zabłysnął. Ale 28 maja 1961 roku przemierzył dystans 3 km z przeszkodami w czasie o 0,2 sekundy lepszym aniżeli „Krzyś" w Tule. Newe zadanie brzmiało: odzyskać rekord! Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Zwłaszcza, że kłopoty ze zdrowiem zdawały się nie mieć końca. Krótki to był sezon dla Krzyszkowiaka i wypełniony niemal wyłącznie steeple-chasem. 16 lipca 1961 uzyskał w Szczecinie podczas meczu z Czechosłowacją wynik 8:51,2, w dwa tygodnie później w Warszawie w pojedynku z USA 8:32,6. To był sygnał do ataku! Operację „rekord" wyznaczono na 10 sierpnia. Miejsce: Wałcz. Na tym pomorskim poligonie przeprowadzali polscy biegacze, pod naczelnym dowództwem Jana Mulaka, manewry przed każdym wielkim uderzeniem. Tym razem tutaj miała rozegrać się główna batalia. Trzy tysiące ludzi przybyło na stadion, zjechały władze z powiatu i województwa. Każdy chciał być świadkiem wielkiego wydarzenia.
wisła pensjonaty | |