„Doświadczenia wyniesione z Oceanu Indyjskiego były tak przykre, złowróżbne, że zastanawiałem się, w jaki sposób „Polonez" zginie na Pacyfiku. Oczyma wyobraźni widziałem już „Poloneza" żeglującego masztami do dołu, na grzbiecie wielkich dziadów, a siebie przywiązanego w kokpicie, przemarzniętego na śmierć. W różnych wersjach jacht tonął wskutek dziury w burcie, wybitej złamanym masztem, wskutek zerwanego pokładu lub rozbitej wejściówki. Na morzu śnią mi się różne przywidzenia. Śnią mi się dziwne rzeczy i trudno określić granicę między snem i rzeczywistością."
Jeszcze przed startem w Kapsztadzie zapowiedział, tak na wszelki wypadek, aby nie niepokoić się, gdy nie będzie z nim łączności: „Do trzech miesięcy zachowajcie spokój. Znaczy, że dryfuję po awarii w stronę lądu. Gdyby cisza trwała dłu-żej..."
i Na Pacyfiku łączność jest jednak w miarę dobra. Liczne rozmowy z krótkofalowcami z całego świata ożywiają monotonne dni. Czasami słucha nawet warszawskiego radia. „W Warszawie jest wczesny dzionek, 6 stopni mrozu i gimnastyka poranna. Prowadzi ją Andrzej Zawieja. Czyżby mój klubowy kolega „Andy"? - zapisuje w swych notatkach. | |
|