Dopadł Negreę
Dopadł Negreę przy linach, błyskawicznie wypuścił krótki sierp. Zaskoczony i jakby zaszokowany rywal na moment opuścił gardę i już było po wszystkim. Seria ciężkich ciosów spadła na Negreę... Polacy skakali z radości, wiedzieli, że to już koniec. Nim Rumun znalazł się w ramionach swego sekundanta, sędzia wypowiedział sakramentalne „out". Polak wygrał przez ko! Rzymska Olimpiada 1960 roku. Czy Pietrzykowski, mający za sobą już wiele lat kariery i wszelkie możliwe tytuły oraz zaszczyty, zdobyte w najpoważniejszych imprezach, wywalczy wreszcie brakujące mu do kolekcji olimpijskie złoto? Bardzo tego pragnął. Podporządkował temu celowi wszystko, godząc się nawet - wbrew własnym przekonaniom - na długotrwały reżym treningowy. Nie było też w kraju entuzjasty boksu, który wątpiłby w jego sukces. Któż bowiem mógł mu zagrozić? Kiedyś Laszlo Papp, ale Węgra nie było już w szeregach amatorów. Zaczęło się znakomicie. Crawford z Gujany Brytyjskiej, który był pierwszym rywalem Pietrzykowskiego w rzymskim turnieju, wyeliminowany został przez Polaka gładko i jednogłośnie, podobnie jak dwaj następni przeciwnicy: Willer (NRF) i Bułgar Stanków. Nie zagroził bielszczaninowi także Włoch Saraudi, chociaż miał za sobą wielotysięczną publiczność, która ogniście i z południowym temperamentem zachęcała go do ataków. 4:1 - taki wynik ukazał się na świetlnej tablicy i Polak znalazł się wreszcie w olimpijskim finale, o którym marzył od początku swej kariery.
| |