Był ambitny i uparty w dążeniu do zrobienia międzynarodowej kariery, ale jednocześnie już wtedy był zbyt silnym indywidualistą, aby bez oporu i prób wewnętrznego buntu móc przyjąć narzucone surowe rygory. Pierwsze w życiu zgrupowanie w nadmorskim ośrodku i zetknięcie się z drugą wielką indywidualnością - trenerem Feliksem Stammem, omal nie zakończyło się dramatycznym rozstaniem. Przyzwyczajony do cieplarnianych warunków w domu, nie przygotowany jeszcze należycie do życiowych trudów Zbyszek, który zaledwie przekroczył limit wieku juniora, był zaszokowany warunkami, jakie zastał.
„Żelazne, piętrowe łóżka? Sienniki zamiast materaców? Sześcioosobowe pokoje? Ja chyba dzisiaj nie będę jeszcze trenował, panie trenerze, muszę dobrze odpocząć po trudach dalekiej podróży. Najlepiej na plaży..."
Feliks Stamm, który w pewnych sytuacjach umiał być twardy, nieustępliwy i konsekwentny i nie z takimi ,,zadziorami" dawał sobie w życiu radę, przyjrzał się krytycznie wysokiemu, szczupłemu chłopcu i flegmatycznie powiedział:
- A ty jak się nazywasz? Pietrzykowski? Trenować oczywiście nie musisz, radzę ci nawet dłuższy odpoczynek. Spakuj walizkę i w domu pozdrów ode mnie prezesa klubu...
Pietrzykowski chwilę się zastanowił, bez słowa zaw-fócił, przebrał się w dres i wrócił do sali treningowej. Konflikt, który właściwie jeszcze nie wybuchł, został zażegnany i w ten sposób Zbyszek przyjęty został do wielkiej, bokserskiej rodziny trenera Stamma. Polska - UFC | telebimy | puzzle
|