Wiosną 1950 roku nadszedł czas rozrachunku. Redakcja „Życia Olsztyńskiego" zorganizowała bieg na przełaj i zaprosiła dwóch najlepszych podówczas długodystansowców kraju: Jana Kielasa i Aleksandra Mańkowskiego z Gdańska. „Krzysio" dał z siebie wszystko; mistrzowi Polski, Kielasowi co prawda nie podołał, ulegając o metr, ale jego kolegę klubowego zostawił daleko w tyle. A więc „ten chudziak" naprawdę coś potrafi...
Wkrótce zaszły w jego życiu dwie istotne zmiany. Jesienią 1950 roku został powołany do odbycia służby wojskowej,.a na początku roku następnego otrzymał wezwanie na zgrupowanie treningowe do Zakopanego. W wojsku znalazł stabilizację swej sytuacji życiowej: przechodząc wszystkie szczeble podoficerskiej, a następnie oficerskiej hierarchii, awansował z czasem do rangi majora. Na obozie trafił pod opiekuńcze skrzydła Jana Mulaka. Twórca „polskiej szkoły biegowej" rozpoczynał właśnie poszukiwania nowych metod, które już wkrótce miały przynieść mu światowy rozgłos, a polskiej lekkoatletyce mistrzów olimpijskich i rekordzistów świata.
Należał już do wybijających się „długasów", więc po Miku miesiącach służby wojskowej znalazł się w „Legii", która wtedy nosiła nazwę CWKS. Wydawało się, że teraz nareszcie będzie mógł urzeczywistnić swe plany. Gdzież tam! Więcej chodził po gabinetach lekarskich i przeleżał na szpitalnym łóżku, aniżeli biegał. | |
|